Siła zaklęta w marzeniach

Królowa ciemności (Czarne Kamienie, #3) - Anne Bishop

Kolejna książka, jedna z nie tak wcale wielu, z cyklu "kończysz czytać i nie wiesz co ze sobą począć". Moim skromnym zdaniem, dużo lepsza od dwóch wcześniejszych. Zwłaszcza od drugiej - "Dziedziczka Cieni", która to swoją wartką akcją niczym woda w toalecie, nie raz mnie nużyła, jednak mimo wszystko ciekawie stworzona fabuła sprawia, że część ta i tak jest dobra.

 

Wracając do "Królowej Ciemności" , bez dwóch zdań mogę stwierdzić co sprawiło, że dla mnie jest "najgenialniejsza". Po pierwsze, łączy w sobie czar uczuć, którym pisarka urzekła mnie w pierwszym tomie trylogii, a po drugie dynamizm z jakim toczy się akcja sprawiał, że nie raz złościłam się, że tak wolno czytam. Zdarzało się nawet, że przeskakiwałam strony, by uspokoić zszargane nerwy ;)

 

Uważam, że autorka ma niebywały talent, o wyobraźni nawet nie wspominając. Tworzy niesztampowy, wielobarwny, chociaż mroczny świat, w którym każda postać kipi swoim indywidualnych charakterem. Kartka za kartką czytelnik wkracza w świat magii i niekończącej się walki dobra ze złem, scalając swoje myśli z rozwijającą się fabułą.

Co więcej, trzeba przyznać jak udanie stworzone są "fikcyjne realia", gdzie topos walki dobra ze złem, w wyniki niefortunnych zabiegów literackich mógłby rozczarować czytelnika, bo "nudny, przewidywalny, bo znowu to samo", jednak bynajmniej tak się nie dzieje. Czytelnik (a przynajmniej ja) nie ma 100% pewności, że wszystko skończy się dobrze. Autorka z biegiem akcji nie domyka furtek, a tym samym pozostawia wątpliwości, czy aby na pewno walka będzie miała szczęśliwe zakończenie.

 

Dodatkowo, nie można nie zauważyć wplecionych w wątek ponadczasowych wartości i przesłań. To również mogłoby być niebezpieczne, gdyż ile można czytać o wielkiej miłości, zemście, intrygach, szaleństwie, nienawiści, nadzieji na lepsze jutro i wierze w siłę marzeń? Otóż okazuje się, że można, ponieważ pojawienie się ich w tak odmiennym świecie sprawia, że odbiorca nie od razu zwraca na nie uwagę, a gdy je dostrzega, uświadamia sobie ukrytą naukę i koniecność przeniesienia tych wartości w realia życia codziennego. Czym byłby nasz świat, bez wiary w marzenia i nieustatnych prób ich ziszczenia? Jeśli Krewniakom się udaje osiągniecie niemożliwego, to czemu my również nie moglibyśmy spróbować realizować naszych nawet najbardziej niemożliwych pragnień? :)

Do usłyszenia,

M.